Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 11 sierpnia 2011
"Tropico 3" - wakacje w komputerze
Środek sierpnia to czas, kiedy pojawia się najwięcej refleksji związanych z przemijaniem czasu, nikłością egzystencji i sposobami wydłużenia lata na 12 miesięcy. Niektórzy proponują powieszenie na ścianie pocztówki/nalepienie fototapety z widoczkami ciepłych krain i najpiękniejszych kurortów świata, co ma nam dawać namiastkę namiastki namiastki letnich wakacji i wylegiwania się na plaży na Karaibach. Ja natomiast proponuję coś mniej inwazyjnego dla starannie zaplanowanego wystroju wnętrza - "Tropico 3", najnowszą (acz nie nową) odsłonę PCtowej 'strategii czasu rzeczywistego' (jako rzeczą mądre strony o grach) w której rządzimy przytulną karaibską wysepką, na której słońce nigdy nie zachodzi.
niedziela, 29 maja 2011
"Diamentowe Psy, Turkusowe Dni" - Recenzja
Alastair Reynolds zdążył już się wpisać cyfrowymi zgłoskami w historię science fiction dzięki swojemu znakomitemu cyklowi rozbudowanych i wielopoziomowych powieści cyklu rozpoczętego bestsellerową „Przestrzenią objawienia”. Jego opowieści, skomplikowane i pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji, cieszą oko czytelnika realistycznymi i oryginalnymi opisami techniki dalekiej przyszłości, nie czerpiącymi z tradycji Star Treka i zrywającymi z podejściem ‘takie samo jak teraz, tylko lepsze’. Reynoldowskie space opery wciągają, trzymają w napięciu i prezentują jeden z najbardziej prawdopodobnych obrazów przyszłości jaki można znaleźć na kartach SF. Najnowsze jednak jego dzieło, „Diamentowe psy. Turkusowe dni”, to zbiorek dwóch stosunkowo krótkich opowiadań i zadać można sobie pytanie, czy więc w formach krótkich Reynolds sprawdza się tak samo dobrze. Niestety nie.
piątek, 20 maja 2011
Czwarty "Pirat" na umrzyka skrzyni?
Kiedy w 2003 roku film na podstawie jednej z atrakcji Disneylandu, który według wszystkich znaków na niebie i ziemi, analiz, wykresów i badań preferencji konsumenta powinien być całkowitą klap wchodził na ekrany kin nikt nawet w najśmielszych snach nie próbował twierdzić, że będzie to jeden z najbardziej znanych i kochanych filmów akcji, a jego główny bohater stanie się prawdziwą ikoną dla tysięcy spragnionych wrażeń widzów. A już na pewno nikt nie śmiał podejrzewać, że w osiem lat później pojawi się czwarta część tego filmu - i że będzie równie wyczekiwana, co części poprzednie. "Piraci z Karaibów", bowiem to o nich mowa, są prawdziwym fenomenem współczesnego kina... a teraz doczekali się czwartej części, "Na nieznanych wodach", dla której poprzeczka ustawiona przez fanów unosi się gdzieś w jonosferze. Czy nowy film spełnia pokładane w nim nadzieje, czy może tej iskry jaką znaleźć można w "Klątwie Czarnej Perły" nie starczyło na czwarty film?
piątek, 29 kwietnia 2011
Młotem w "Thora"
Dziwnym zbiegiem okoliczności mającym dużo wspólnego z zasiedlającymi większość Internetu nerdami, komiksy o superbohaterach i ich adaptacje stały się ostatnio bardzo modne. Teraz nie mówimy już o takich przypadkach jak X-mani, Superman, Batman i Spiderman - w tym i paru kolejnych latach do kin wchodzi więcej filmów na podstawie komiksów niż chyba w sumie w ostatnich dziesięciu latach. A właśnie dziś do kin wchodzi najnowsze dzieło filmowców związanych z Marvelem (jeszcze pod flagą Paramountu), historia pierwszego z 'Avengerów' (jednej z dziesiątek lig superbohaterów, film na podstawie ich przygód będzie chyba w przyszłym roku), Thora. Tak, Thora kojarzyć należy z młotem, piorunami, Asgardem i nordyckimi wierzeniami, chodzi o tą samą postać. Wyobraźnia ludzka nie zna granic. Ale czy fuzja science fiction i mitologii wypada dobrze? I czy "Thora" da się oglądać?
sobota, 2 kwietnia 2011
W tango z "Rango"
W dzisiejszych czasach na plakatach promujących filmy animowane powinno znajdować się ostrzeżenie, czy przypadkiem dany film nie jest przeznaczony dla dzieci, bo jeszcze niczego nie podejrzewający dorosły wyląduje na czymś pełnym różowych dinozaurów śpiewających o Panu Słoneczko i do końca życia będzie miał psychiczny uraz. Bowiem już od pewnego czasu zauważyć można, że animacje nie są adresowane już do najmłodszych - skończyły się czasy, kiedy dziesięciolatek zaśmiewał się w kułak, a dorośli mieli kilka wyszukanych smaczków na otarcie łez, że właśnie marnują godzinę życia. Teraz to dziecko próbuje nie zasnąć (najczęściej używając do tego najbardziej szeleszczących rzeczy jakie może znaleźć w pobliżu), kiedy opiekunowie tarzają się po podłodze ze śmiechu. "Shrek", "Epoka Lodowcowa", "Skok przez płot", "Na fali", "Madagaskar", "Auta", "Iniemamocni", "Odlot"... można tak wymieniać. Ale całkiem nową jakość wprowadza tu "Rango" - film, który już nawet nie próbuje udawać, że jest dla dzieci.
Autor:
Milwaukee Meg
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
animacja,
film,
Hans Zimmer,
Rango,
recenzja
czwartek, 31 marca 2011
"Udział Słowacji w agresji na Polskę w 1939 roku" - Recenzja
wtorek, 29 marca 2011
Pokuszenie Historyczne - Recenzja
niedziela, 27 marca 2011
Ostatnie Królestwo - Recenzja
Naprawdę dobrą powieść jest napisać trudno, a już szczególnie – dobrą powieść historyczną. Na zwykłe wymagania stawiane książkom, takie jak wartka akcja, ciekawie prowadzona fabuła i barwne, żywe postaci, nakładają się jeszcze oczekiwania związane z rzetelnością dotyczącą opisu wydarzeń, zwyczajów i języka danego okresu… ale patrząc na uginające się pod naporem takiej literatury księgarniane półki wydaje się, że niewielu to zniechęca. Na pewno nie zniechęciło Bernarda Cornwella, jako że ten brytyjski pisarz popełnił już kilka powieści historycznych, między innymi niedawno wydane w Polsce „Ostatnie królestwo”. I w tym przypadku trzeba przyznać, że z zadania napisania dobrej książki wywiązał się jedynie częściowo.
czwartek, 24 marca 2011
"W matni" - recenzja
Chociaż napisano całe stosy książek o Polsce w czasie II wojny światowej, to w dalszym ciągu wiele aspektów pozostaje praktycznie niezbadanych, a na pewno nie w publikacjach dostępnych przeciętnemu czytelnikowi. Jednym z takich tematów jest rola, jaką odegrał w tej walce – z nazistami, z sowietami, z własnymi słabościami – Kościół i ludzie z nim bezpośrednio związani. Lukę tę próbuje wypełnić książka „W matni. Kościół na ziemiach polskich w latach II wojny światowej”, praca zbiorowa pod redakcją Bartłomieja Noszczaka, która w sposób skrótowy acz dokładny stara się pokazać najbardziej interesujące i najważniejsze fakty z życia wspólnoty kościelnej w latach 1939 – 1945.
Autor:
Milwaukee Meg
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
historia zebrana,
Kościół,
moje,
recenzja,
W matni
poniedziałek, 21 marca 2011
"Cel Patton" - Recenzja
Generał George Patton był (i wciąż jest) jednym z najlepiej znanych i najbardziej lubianych przez szerokie rzesze ludności wojskowych w historii. Genialny taktyk, człowiek który działał i myślał jednocześnie i którego jak ognia piekielnego (jeśli nie bardziej) bali się nazistowscy żołnierze. Dlatego też nie będzie dla nikogo niespodzianką, że jego nagła śmierć w wyniku obrażeń doznanych w wypadku samochodowym już po zakończeniu wojny wzbudziła wiele emocji i wątpliwości, zwłaszcza że niektóre okoliczności tego zdarzenia pozostawiają szerokie pole do spekulacji. Po latach, do zawiłości i niejasności oficjalnej wersji wydarzeń powrócił Robert K. Wilcox, próbując w książce „Cel Patton” jeszcze raz przeanalizować wszystkie fakty i spróbować odpowiedzieć na nurtujące wielu pytanie: czy ten jeden z najbardziej znanych amerykańskich generałów został zamordowany, czy też może zginął w zwykłym wypadku?
wtorek, 8 marca 2011
"Dziewczynki ze świata maskotek" - recenzja
piątek, 7 stycznia 2011
TRON - upadek
| Nowy TRON |
Lata osiemdziesiąte nierozerwalnie kojarzą mi się z Modern Talking, MacGuyverem, dziwacznymi fryzurami ... i TRONem, filmem którego nigdy nie oglądałam, ale który wpełzł w szufladkę "80' " i się w niej panoszy. Nawet ci, którzy nie oglądali filmu pamiętają świecące stroje, śmieszne teraz już efekty specjalne i te 'zabawne motorki'. Kiedy do kin wszedł więc sequel TRONu, "TRON Legacy", postanowiłam na niego pójść i trochę nadrobić zaległości w znajomości klasyki - zwłaszcza że został on zrobiony w 3D, a zwiastun pokazywał zapierające dech w piersiach sceny. No i poszłam, ryzykując ból głowy spowodowany okularkami ze szkłami polaryzacyjnymi. A teraz nie mogę się zdecydować, czy były to najbardziej zmarnowany 2 godziny mojego życia, czy tylko częściowo.
piątek, 19 listopada 2010
Harry Potter i zdechły fandom
![]() |
| Niestety, wyszło trochę zbyt dosłownie... |
"Harry Potter i Insygnia Śmierci" w wersji książkowej był dla mnie wydarzeniem tak wiekopomnym i ważnym, że ryzykując zdrowie i życie czytałam nowo nabytą powieść po angielsku w nocy w czasie podróży nad morze, a zaznaczyć muszę, że dostaję choroby lokomocyjnej nawet w wyniku krzywego popatrzenia przez szybę, o czytaniu już nie wspomnę. Natomiast film będący adaptacją owej książki pozostawił mnie w uczuciu całkowitej obojętności na zło magicznego świata. Mnie, fankę, która roztrząsywała użycie przymiotników w drugiej części, żeby wydedukować zakończenie książki! Czemu?
Let's paint the town RED!
Wielu ludzi wychwalało mi film RED, co przyjęłąm z pewną dozą sceptycyzmu (co, kolejny śmieszny film akcji? Od tego mam Drużynę A, dziękuję bardzo!) - ale w końcu i tak wylądowałam w czerwonym fotelu w ostatnim rzędzie kina, ściskając w rękach bilet i zakładając się w duchu, ile trailerów zostanie wyświetlonych przed filmem. I co? I gdyby nie to, że akcja wbijała w fotel, to tarzałabym się na ziemi poszukując wyśmianych na podłogę płuc.
| Badass, more badass, RED! |
poniedziałek, 8 listopada 2010
RockMann!
W założeniu wydawcy miała to być chyba autobiografia, ale gdzieś na linii wydawnictwo - Mann musiał działać głuchy telefon... co chyba wyszło wszystkim na dobre. "RockMann" to bowiem genialna książeczka o muzyce i Mannie - opowiesć o pasji, miłości, zaangażowaniu, i wpływie jakie wzajemnie na sobie mieli. Można by rzec, że to prawie romans, tyle że zamiast sexu jest sax.
Całość napisana jest z właściwą autorowi werwą, autoironią i humorem, co dodatkowo umila lekturę już i tak fascynującej książki, bo przyznać trzeba, że muzyczny życiorys naszego ulubionego dziennikarza to perełka sama w sobie. Książka to zdecydowanie pozycja obowiązkowa dla miłośników muzyki starszej daty - choćby dla smaych opisów wybryków The Animalsów, Teddy’ego Wilsona czy Johny'ego Casha, jakich świadkiem był w swoim czasie Mann. Jedynym mann-kamentem jest tu mała objętość ksiązki i kilka ostatnich rozdziałów napisanych chyba na kolanie w przeddzień oddania do druku... ale i tak jest to książka świetna.
Pełną recenzję na Granicach przeczytajcie TUTAJ.
środa, 3 listopada 2010
Fantastyczny Pan Lis
Sięgając po "Fantastycznego Pana Lisa" i ściągając go z półki w wypożyczalni miałam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony - poklatkowa animacja i nazwisko Roalda Dahla na okładce zwiastowały coś, co zapewni mi wieczór pełen wrażeń. Z drugiej - sztampowa na pierwszy rzut okaz historia i nierówny, dziwaczny zwiastun przywodził mi na myśl futerkowe Ocean's Eleven dla dzieci (co za komplement wzięte być nie powinno za żadne skarby z jakiegokolwiek kasyna). Jednak pierwsze pięć minut filmu pokazało mi, oprócz feerii brązów, żółci i czerwieni, że nie zmarnowałam tych ośmiu złotych i że mam przed sobą film nietuzinkowy, interesujący i głęboko wciągający w dół tej lisiej nory. Dlaczego?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
