Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Quentin Tarantino - Stephen King kina?

Jedno z niewielu miejsc, gdzie ich
nazwiska można zobaczyć koło siebie
Przyszło lato, przyszły wakacje, i nagle jest więcej (odrobinę...) czasu na oglądanie zaległych filmów i czytanie równie długo odkładanych książek. I tak oto zasiadłam w fotelu żeby obejrzeć "Grindhouse vol. 1. Death Proof" Quentina Tarantino, z mrożoną herbatą w jednej ręce, i książką Stephena Kinga w drugiej (sumując ilość uwagi, jaką trzeba poświęcić każdej rzeczy z osobna, można powiedzieć że w tej konfiguracji byłam w pełni skoncentrowana na tym, co robię)... i w połowie filmu (na około 150 stornie książki) naszła mnie refleksja - King i Tarntino opowiadają swoje historie w zadziwiająco podobny sposób. Zaraz, zapyta ktoś, jak mistrz horroru i pisania powieści o niewyobrażalnej objętości i gabarytach pustaka (etap cegły ma już za sobą...) może być porównywany z mistrzem kina akcji klasy B i wrzucania maksymalnej ilości przekleństw w każde zdanie (w Pulp Fiction słowo 'fuck' występuje 265 razy, co daje jeden 'fuck' co pół minuty filmu. Nie licząc innych przekleństw. Spróbujcie otrzymać taki wynik, I dare you, I double dare you!)? Otóż według mnie - może. I to bardzo łatwo.


piątek, 20 maja 2011

Czwarty "Pirat" na umrzyka skrzyni?

Kiedy w 2003 roku film na podstawie jednej z atrakcji Disneylandu, który według wszystkich znaków na niebie i ziemi, analiz, wykresów i badań preferencji konsumenta powinien być całkowitą klap wchodził na ekrany kin nikt nawet w najśmielszych snach nie próbował twierdzić, że będzie to jeden z najbardziej znanych i kochanych filmów akcji, a jego główny bohater stanie się prawdziwą ikoną dla tysięcy spragnionych wrażeń widzów. A już na pewno nikt nie śmiał podejrzewać, że w osiem lat później pojawi się czwarta część tego filmu - i że będzie równie wyczekiwana, co części poprzednie. "Piraci z Karaibów", bowiem to o nich mowa, są prawdziwym fenomenem współczesnego kina... a teraz doczekali się czwartej części, "Na nieznanych wodach", dla której poprzeczka ustawiona przez fanów unosi się gdzieś w jonosferze. Czy nowy film spełnia pokładane w nim nadzieje, czy może tej iskry jaką znaleźć można w "Klątwie Czarnej Perły" nie starczyło na czwarty film?

niedziela, 15 maja 2011

Strzeż się Slendermana...

Ten post jest dla tych, którzy uważają, że internet jest złem wcielonym i nawet jeśli można poczytać sobie na nim czasem plotki i pooglądać YouTube'a (mam nadzieję, że You Tube'a!) to i tak nic mądrego i wartościowego w nim nie powstanie, z samej definicji i zasady. Otóż coś powstało - a dokładnie wciąż powstaje. "Marble Hornets", czyli opowieść o szaleństwie, kamerze i koszmarze. Niektórzy uważają, że jest to znakomity internetowy horror z rodzaju 'Blair Witch Project, rozgrywający się na YouTube i Twitterze... Inni - że to dzieje się naprawdę. Niezależnie od tego, którą wersję preferujemy, "Marble Hornets" to coś, co zobaczyć warto, zwłaszcza jeśli jest się miłośnikiem filmów grozy... Ale także by zobaczyć granice własnego sceptycyzmu.


piątek, 29 kwietnia 2011

Młotem w "Thora"

Dziwnym zbiegiem okoliczności mającym dużo wspólnego z zasiedlającymi większość Internetu nerdami, komiksy o superbohaterach i ich adaptacje stały się ostatnio bardzo modne. Teraz nie mówimy już o takich przypadkach jak X-mani, Superman, Batman i Spiderman - w tym i paru kolejnych latach do kin wchodzi więcej filmów na podstawie komiksów niż chyba w sumie w ostatnich dziesięciu latach. A właśnie dziś do kin wchodzi najnowsze dzieło filmowców związanych z Marvelem (jeszcze pod flagą Paramountu), historia pierwszego z 'Avengerów' (jednej z dziesiątek lig superbohaterów, film na podstawie ich przygód będzie chyba w przyszłym roku), Thora. Tak, Thora kojarzyć należy z młotem, piorunami, Asgardem i nordyckimi wierzeniami, chodzi o tą samą postać. Wyobraźnia ludzka nie zna granic. Ale czy fuzja science fiction i mitologii wypada dobrze? I czy "Thora" da się oglądać? 

środa, 27 kwietnia 2011

Nauka - jak ją piszą...

Truizmem jest powiedzenie, że nauka jest wszędzie wokół nas, a cała cywilizacja polega na małej grupce wąsko wyspecjalizowanych fachowców - chemików, elektroników, fizyków i matematyków. Dlatego też nie dziwi, że nauka zajmuje obecnie coraz bardziej eksponowane miejsce w ludzkiej świadomości, a co za tym idzie - na  kinowym i telewizyjnym ekranie, będącym nieodmiennie zwierciadłem mód, pasji, trendów i problemów ludzkości. Zwierciadłem krzywym, należy dodać, a w szczególnym przypadku Nauki chyba już nawet poskręcanym. Jest to jeden z tych motywów, które wracają nieodmiennie jako mutacje i fantazje na podstawie prawdy... ale prawie nigdy jako dyscyplina realna.  Oczywiście o tym, że kino i telewizja wypaczają otaczającą nas rzeczywistość można mówić dużo; komedie romantyczne propagują całkowicie nierealne wzorce związków, filmy akcji pokazują sztuki walki prosto z gier komputerowych, a kryminały to jeden wielki żart z policyjnych procedur. Ale wydaje mi się, że w przypadku Nauki problem jest poważniejszy. Dlaczego?


sobota, 2 kwietnia 2011

W tango z "Rango"

W dzisiejszych czasach na plakatach promujących filmy animowane powinno znajdować się ostrzeżenie, czy przypadkiem dany film nie jest przeznaczony dla dzieci, bo jeszcze niczego nie podejrzewający dorosły wyląduje na czymś pełnym różowych dinozaurów śpiewających o Panu Słoneczko i do końca życia będzie miał psychiczny uraz. Bowiem już od pewnego czasu zauważyć można, że animacje nie są adresowane już do najmłodszych - skończyły się czasy, kiedy dziesięciolatek zaśmiewał się w kułak, a dorośli mieli kilka wyszukanych smaczków na otarcie łez, że właśnie marnują godzinę życia. Teraz to dziecko próbuje nie zasnąć (najczęściej używając do tego najbardziej szeleszczących rzeczy jakie może znaleźć w pobliżu), kiedy opiekunowie tarzają się po podłodze ze śmiechu. "Shrek", "Epoka Lodowcowa", "Skok przez płot", "Na fali", "Madagaskar", "Auta", "Iniemamocni",  "Odlot"... można tak wymieniać. Ale całkiem nową jakość wprowadza tu "Rango" - film, który już nawet nie próbuje udawać, że jest dla dzieci. 

środa, 9 lutego 2011

Film a sprawa kobieca

 1985 roku w komiksie „Dykes to Watch Out For” rysowniczka Alison Bechdel zapisała, pół żartem, pół serio trzy proste zasady pokazujące czy oglądany film jest, w bardzo szerokim rozumieniu feministyczny. Pewnie przeczytawszy to brzydkie słowo na ‘F’ podejrzewacie, że zsady te mają dużo wspólnego z paleniem biustonoszy… Otóż nie. Pomyślcie o swoim ulubionym filmie, i odpowiedzcie na te trzy pytania:
  1.       Czy w filmie pojawiają się co najmniej dwie kobiety?
  2.       Czy rozmawiają one ze sobą…
  3.       …o czymś innym niż mężczyźni?

I co? Istnieje naprawdę ogromne prawdopodobieństwo, że już przy pierwszym punkcie wasz ulubiony film po prostu oblał. Według statystyk prowadzonych przez samozwańczą oficjalną stronę testu, zdaje jedynie 50% filmów. Dlaczego? I drugie pytanie: czemu nawet te któr się pojawiają są dziwnie znajome?
Schemat sztampowych postaci kobiecych, z OverthinkingIt,
zachęcam do dokładnego zapoznania się
(kilknij, żeby powiększyć) 


poniedziałek, 24 stycznia 2011

Co nas (się?) kręci w roku 2011, cz.2

Oficjalnie zaczął się nowy rok, a wraz z nim - rozpoczyna się odliczanie do nowych filmów! Tak, rok 2011 obfituje w filmy, którym warto poświęcić choć trochę uwagi, więc postanowiłam przygotować swój subiektywny przewodnik po najciekawszych moim zdaniem premierach. Warto zajrzeć na strony o filmach samemu i przekonać się na własne oczy, co można ciekawego zobaczyć... Tak jak to zrobiłam ja. No i teraz liczę, ile kieszonkowego muszę odłożyć, żeby na wszystko pójść. :)  No i oczywiście, jako obywatelka świata opierałam się głównie na amerykańskich listach premier, więc daty mogą się trochę różnić.Skończyliśmy na premierach czerwcowych, w pierwszej części którą można znaleźć TU. Więc teraz czas na...

piątek, 7 stycznia 2011

TRON - upadek


Nowy TRON
Lata osiemdziesiąte nierozerwalnie kojarzą mi się z Modern Talking, MacGuyverem, dziwacznymi fryzurami ... i TRONem, filmem którego nigdy nie oglądałam, ale który wpełzł w szufladkę "80' " i się w niej panoszy. Nawet ci, którzy nie oglądali filmu pamiętają świecące stroje, śmieszne teraz już efekty specjalne i te 'zabawne motorki'. Kiedy do kin wszedł więc sequel TRONu, "TRON Legacy", postanowiłam na niego pójść i trochę nadrobić zaległości w znajomości klasyki - zwłaszcza że został on zrobiony w 3D, a zwiastun pokazywał zapierające dech w piersiach sceny. No i poszłam, ryzykując ból głowy spowodowany okularkami ze szkłami polaryzacyjnymi. A teraz nie mogę się zdecydować, czy były to najbardziej zmarnowany 2 godziny mojego życia, czy tylko częściowo.


czwartek, 25 listopada 2010

Sherlock Holmes and the Secret Weapon

Na długie, zimowe wieczory najlepsze są potworne, strare filmy. Na YouTube można znaleźć ich wiele... Ale jak to bywa, ja znalazłam Sherlocka Holmesa z roku 1943 - gdzie Basil Rathbone wcielił się w rolę THE detektywa, apodyktycznego i całkiem nieźle ubawionego całą sytuacją, a mój znienawidzony Nigel Bruce wciąż usiłował u jego boku grać Watsona. Tym razem, jak na fim z poczatku lat czterdziestych przystało, walczą z nazistami poprzez zabawę w firmę ochroniarską 24/7 nad szwajcarskim naukowcem, który ma sprzedać rządowi brytyjskiemu patent na znakomity celownik do bombowców. Oczywiście mamy tu wszystkich, których znamy i kochamy, czyli nie dość, że nasze Dynamic Duo, to jeszcze Inspektora Lestrade'a i diabolicznego Moriarty'ego...  A sam film może zapewnić 68 minut całkiem niezłej zabawy.

piątek, 19 listopada 2010

Harry Potter i zdechły fandom


Niestety, wyszło trochę zbyt dosłownie...

"Harry Potter i Insygnia Śmierci" w wersji książkowej był dla mnie wydarzeniem tak wiekopomnym i ważnym, że ryzykując zdrowie i życie czytałam nowo nabytą powieść po angielsku w nocy w czasie podróży nad morze, a zaznaczyć muszę, że dostaję choroby lokomocyjnej nawet w wyniku krzywego popatrzenia przez szybę, o czytaniu już nie wspomnę. Natomiast film będący adaptacją owej książki pozostawił mnie w uczuciu całkowitej obojętności na zło magicznego świata. Mnie, fankę, która roztrząsywała użycie przymiotników w drugiej części, żeby wydedukować zakończenie książki! Czemu?



Let's paint the town RED!

Wielu ludzi wychwalało mi film RED, co przyjęłąm z pewną dozą sceptycyzmu (co, kolejny śmieszny film akcji? Od tego mam Drużynę A, dziękuję bardzo!) - ale w końcu i tak wylądowałam w czerwonym fotelu w ostatnim rzędzie kina, ściskając w rękach bilet i zakładając się w duchu, ile trailerów zostanie wyświetlonych przed filmem. I co? I gdyby nie to, że akcja wbijała w fotel, to tarzałabym się na ziemi poszukując wyśmianych na podłogę płuc.


Badass, more badass, RED!


sobota, 13 listopada 2010

Na Tropie Wielkiego Detektywa

Mało jest tak znanych i tak rozpoznawalnych postaci jak Sherlock Holmes: genialny Londyński detektyw, uosobienie logiki i badawczego umysłu, pionier nowożytnej kryminalistyki i gwiazda zarówno kina, jak i telewizji – są nawet ludzie szczerze przekonani, że jest on postacią historyczną, a nie jedynie wymysłem niedocenianego autora historycznych epopei. Bohater stworzony przez sir Arthura Conana Doyle’a na stałe zagościł w naszej kulturze, rozbudzając wyobraźnię niezmierzonych mas ludzkich z całego świata – w tym także i mojej skromnej osoby. Dlatego też, napędzana lekką obsesją, postanowiłam nie ograniczyć się tylko do oglądania filmów i czytania opowiadań, ale i zajrzeć też głębiej w tą norę by znaleźć prawdziwe oblicze naszego Wielkiego Detektywa. Więc, mój drogi czytelniku, zagłębmy się w to, co nie do końca elementarne i wyruszmy tropem Sherlocka Holmesa.



środa, 3 listopada 2010

Fantastyczny Pan Lis

Sięgając po "Fantastycznego Pana Lisa" i ściągając go z półki w wypożyczalni miałam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony - poklatkowa animacja i nazwisko Roalda Dahla na okładce zwiastowały coś, co zapewni mi wieczór pełen wrażeń. Z drugiej - sztampowa na pierwszy rzut okaz historia i nierówny, dziwaczny zwiastun przywodził mi na myśl futerkowe Ocean's Eleven dla dzieci (co za komplement wzięte być nie powinno za żadne skarby z jakiegokolwiek kasyna). Jednak pierwsze pięć minut filmu pokazało mi, oprócz feerii brązów, żółci i czerwieni, że nie zmarnowałam tych ośmiu złotych i że mam przed sobą film nietuzinkowy, interesujący i głęboko wciągający w dół tej lisiej nory. Dlaczego?

środa, 20 października 2010

A Study In "Sherlock"

No więc jak można zauważyć byłam bardziej niż trochę napalona na 'Sherlocka', nowy serial BBC przenoszący bohatera Doyle'a w XXI wiek. I to nie jak w "Sherlocku Holmesie w XXII wieku", gdzie został przywrócony do życia (?) przez młodą policjantkę (??) bo ktoś zaczął podszywać się pod Moriarty'ego (???), a jej robot naczytał się zbyt wiele powieści i zaczął uważać się za prawdziwego Johna Watsona (!). Nie, tym razem nasi ulubieni bohaterowie są zrodzeni w wieku XX, by w XXI zająć się niszczeniem międzynarodowej przestępczości w Londynie. Są więc komputery, laboratoria, taksówki (DUŻO taksówek), SMSy, blogi, GPSy i inne bajery. I czy staroświecka metoda indukcji (bądźmy mądrzejsi od Holmesa, przynajmniej w tym aspekcie) wytrzymuje tą całkiem dosłowną próbę czasu?

piątek, 8 października 2010

Piloty w dłoń!

(UPDATED!) Przez przemysł filmowy przechodzi właśnie powodziowa fala rebootów. (Nie będę tu mówić nic o "Drużynie A", bo nie skończyłabym tego posta do nocy... W każdym razie nowy Buźka to tragedia, nowy Murdock to klasa sama w sobie. Ale o tym kiedy indziej). Warto jednak spojrzeć na fandom który został odnowiony dwukrotnie. W przeciągu roku. Ojej. O czym może być mowa?
Nie zgadniecie.