Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytaj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytaj. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 czerwca 2011

List - Opowiadanie

Nie odwracaj się przez ramię. On nadchodzi. Cokolwiek robisz... Nie odwracaj się. 

Z serii "Znalezione na dysku E:, gdzie zwykłe rzeczy nie znajdują się zbyt często". Uwaga: Jest to horror który zawiera krwawe, drastyczne sceny i kilka przekleństw.  Lojalnie ostrzegam. 



piątek, 14 stycznia 2011

Random fandom

Każdy z nas kiedyś był i prawdopodobnie dalej jest fanem jakiegoś filmu, książki czy gry. Długie rozważania na temat ulubionych wątków, oglądanie (czytanie) po kilkanaście razy tych samych fragmentów tylko po to by jeszcze utwierdzić się w całkowitej perfekcji jaką sobą prezentuje… Każdy z nas kiedyś to miał. Ale są ludzie którzy w swojej miłości posuwają się o krok (a czasem nawet o cały dość pokaźny spacerek) za daleko – dziwacy rozprawiający o jakiejś pamiętnej kwestii mało znaczącej postaci w drugim odcinku trzeciej serii, mówiący o jakimś fandomie…No właśnie – czym jest fandom? Czym to się je i z jakimi dodatkami? Zamierzam tutaj złamać pierwszą i najważniejszą zasadę fandomu – ‘nie mówić o fandomie’. Przybliżę i postaram się lekko przeanalizować to zjawisko, choć oczywiście nie będzie to ani opis pełny, ani dogłębny, a na pewno bardzo stronniczy.

W swoim podstawowym znaczeniu fandom to grupa fanatyków i ekstremalnych miłośników określonego dobra kultury, czy jest to komiks, książka, film, serial czy gra RPG; może obejmować jedno określone dzieło, danego autora, czy nawet cały gatunek. Jeszcze do niedawna było używane głównie w stosunku do fanów fantastyki lub mangi/anime, ale w chwili obecnej, wraz z rozwojem Internetu, zaczyna być określeniem głównie miłośników seriali i filmów.

wtorek, 4 stycznia 2011

Bajeczka - opowiadanie

Podczas uskuteczniania porządków na moim dysku poznajdowałam rzeczy, które zaginęły w mojej pamęci całe wieki temu. Na przykład to opowiadanie, Bajeczka, które napisałam w pierwszej klasie gimnazjum - miał to być prezent dla koleżanki, ale po dokładnie czwartym akapicie historia wymknęła się spod kontroli i wyewoluowała w coś zupełnie innego od zamawianego 'niespodziewanego powrotu do domu, coś z Toy Story'... Ale nawet przetrwało próbę czasu. Miłego czytania!

wtorek, 14 grudnia 2010

Genesis Klassik, czyli Ray Wilson w Zabrzu

Z muzyką Genesis zetknęłam się dzięki mojemu Tacie, który postanowił w młodym wieku zaszczepić mnie przeciwko popowej 'sieczce' poprzez podawanie w dużych stężeniach przeciwciał z 'klasyki' - Pink Floydów, Queenu, Dire Straits, The Doorsów, Led Zeppelinów czy, w końcu, samego Genesisu. Dlatego też nie mogłam sobie odpuścić wycieczki na odbywający się 13 grudnia w zabrzańskim Domu Muzyki i Tańca koncert "Genesis Klassik", reklamowanym chwytliwym hasłem "największe przeboje grupy w symfonicznych aranżacjach" i wielkim nazwiskiem Ray Wilson u samego szczytu plakatu. Sam Ray Wilson, rany julek! No dobrze, może to nie Phil Collins, Peter Gabriel czy Steve Hackett, ani nawet nie Tony Banks, Anthony Phillips czy Mike Rutherford, o których może nawet i ktoś słyszał... Ale w końcu śpiewał na "Calling All Stations", prawda? Może nie była to ich najlepsza płyta (a wielu powiedziałoby, że najgorsza), ale to w końcu... Genesis! No więc poszłam. I było absolutnie fantastycznie, ale o tym już po 'więcej'.

środa, 1 grudnia 2010

Bez Adresu Zwrotnego, opowiadanie Sigrid Ellis

Na internecie można znaleźć rzeczy iście fascynujące - takie jak na przykład to opowiadanko Sigrid Ellis - "No Return Adress". Są to nie wysyłane listy matki do podróżującej po Europie córki... a przy okazji druga strona epickich przygód rodem z powieść fantasy. Więcej powiedzieć o fabule nie mogę, już i tak za dużo suspensu udało mi się zepsuć...

"Key West" by Paula Friedlander
Inspiracją do napisania tego opowiadania, jak mówi autorka, były trzy lata w szkole z internatem spędzone  na niewysyłaniu żadnych sensownych informacji do rodziny. Kiedy dochowała się włąsnych dzieci, uświadomiła sobie, jak niesprawiedliwe i krzywdzące było to dla jej biednej, pozostawionej własnym niewesołym myślom matki. Ale dla wygody czytelnika wprowadziła do całej sprawy trochę magii. Zdecydowanie polecam, zwłaszcza tym, którzy lubią prozę Joanne Harris - klimat jest bardzo podobny. Niestety jest po angielsku, ale warto się trochę pomęczyć.

niedziela, 28 listopada 2010

Opowiadanie - Samotność owiec

Początkowo spisane na czterech serwetkach i ulotce z księgarni, opowiadanie to zrodziło się podczas mojej odsiadki w barze z kebabem. Czekając na moją kolejkę zaczęłam się rozglądać, tylko żeby stwierdzić, że gapi się na mnie z uśmiechem niski człowiek w dziwacznej czapeczce z daszkiem. Odpłaciłam się równie przyjemnym uśmiechem, i wróciłam do konsumpcji kebaba... żeby zacząć myśleć o niebezpieczeństwach, jakie czyhają na samotnych ludzi w środku miasta.
Interpretacja nieobecności i samotności wg Pink Floydów,
obrazek z "Wish you were here"

piątek, 19 listopada 2010

Harry Potter i zdechły fandom


Niestety, wyszło trochę zbyt dosłownie...

"Harry Potter i Insygnia Śmierci" w wersji książkowej był dla mnie wydarzeniem tak wiekopomnym i ważnym, że ryzykując zdrowie i życie czytałam nowo nabytą powieść po angielsku w nocy w czasie podróży nad morze, a zaznaczyć muszę, że dostaję choroby lokomocyjnej nawet w wyniku krzywego popatrzenia przez szybę, o czytaniu już nie wspomnę. Natomiast film będący adaptacją owej książki pozostawił mnie w uczuciu całkowitej obojętności na zło magicznego świata. Mnie, fankę, która roztrząsywała użycie przymiotników w drugiej części, żeby wydedukować zakończenie książki! Czemu?



sobota, 13 listopada 2010

Na Tropie Wielkiego Detektywa

Mało jest tak znanych i tak rozpoznawalnych postaci jak Sherlock Holmes: genialny Londyński detektyw, uosobienie logiki i badawczego umysłu, pionier nowożytnej kryminalistyki i gwiazda zarówno kina, jak i telewizji – są nawet ludzie szczerze przekonani, że jest on postacią historyczną, a nie jedynie wymysłem niedocenianego autora historycznych epopei. Bohater stworzony przez sir Arthura Conana Doyle’a na stałe zagościł w naszej kulturze, rozbudzając wyobraźnię niezmierzonych mas ludzkich z całego świata – w tym także i mojej skromnej osoby. Dlatego też, napędzana lekką obsesją, postanowiłam nie ograniczyć się tylko do oglądania filmów i czytania opowiadań, ale i zajrzeć też głębiej w tą norę by znaleźć prawdziwe oblicze naszego Wielkiego Detektywa. Więc, mój drogi czytelniku, zagłębmy się w to, co nie do końca elementarne i wyruszmy tropem Sherlocka Holmesa.



poniedziałek, 8 listopada 2010

RockMann!

Jego radiowego głosu nie sposób nie rozpoznać, podobnie jak jego  unikatowo obłej sylwetka pojawiającej się czasem na telewizyjnym ekranie. Wojciech Mann, bo o nim tutaj mowa, udzialeał się dotychczas literacko jedynie w Gazecie Wyborczej, w rubryczce"Dużego Formatu" Monday Maniac, jedynej  (no, oprócz krzyżówki i krótkiej notki o historii) jaką czytywałam z regularnością zegarka - ale niedawno popełnił swoisty precedens wydając na świat krzykliwie pomarańczową książkę "RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą".

W założeniu wydawcy miała to być chyba autobiografia, ale gdzieś na linii wydawnictwo - Mann musiał działać głuchy telefon... co chyba wyszło wszystkim na dobre. "RockMann" to bowiem genialna książeczka o muzyce i Mannie - opowiesć o pasji, miłości, zaangażowaniu, i wpływie jakie wzajemnie na sobie mieli. Można by rzec, że to prawie romans, tyle że zamiast sexu jest sax.

Całość napisana jest z właściwą autorowi werwą, autoironią i humorem, co dodatkowo umila lekturę już i tak fascynującej książki, bo przyznać trzeba, że muzyczny życiorys naszego ulubionego dziennikarza to perełka sama w sobie. Książka to zdecydowanie pozycja obowiązkowa dla miłośników muzyki starszej daty - choćby dla smaych opisów wybryków The Animalsów, Teddy’ego Wilsona czy Johny'ego Casha, jakich świadkiem był w swoim czasie Mann. Jedynym mann-kamentem jest tu mała objętość ksiązki i kilka ostatnich rozdziałów napisanych chyba na kolanie w przeddzień oddania do druku... ale i tak jest to książka świetna.

Pełną recenzję na Granicach przeczytajcie TUTAJ.

niedziela, 31 października 2010

Bitwa o Anglię

„Bitwa o Anglię” Stephena Bungaya to rozległy i bardzo dokładny opis wydarzeń, jakie rozegrały się dokładnie siedemdziesiąt lat temu nad kanałem La Manche, kiedy lotnicy brytyjscy i niemieccy zwarli się w podniebnej walce o przyszłość Europy. W sposób całościowy i przekrojowy ujęta jest tu nie tylko problematyka militarna tego lotniczego starcia nad starciami, ale również społeczne i gospodarcze aspekty sytuacji, tak często omijane przez zafascynowanych Spitfire’ami historyków.
Oprócz naprawdę lekkiego pióra i umiejętności jasnego przekazywania swoich myśli, Bungay może się pochwalić niebywałym zacięciem do samodzielnego poszukiwania i interpretowania źródeł., przez co jego opis bitwy o Anglię jest jednym z najobszerniejszych i najdokładniejszych jakie są obecnie dostępne na rynku. Autor fachowo rozprawia się z mitami, jakimi już w początkach narosła ta potyczka, konfrontując rzeczywistość z romantycznymi wyobrażeniami.
„Bitwa o Anglię” to istna perełka. Świetnie się czyta, a oprócz tego naprawdę wnosi coś nowego w pojmowanie całego zjawiska wojny powietrznej.
Pełną recenzję przeczytaj na Granicach, dokładnie TUTAJ

piątek, 29 października 2010

Coś na Halloween

W ramach świętowania Halloween, proponuję coś literackiego: "Kruk" Poego, czytany przez Johna De Lancie (niektórym znanego jako Q ze Star Treka...). Świetne wykonanie!

czwartek, 28 października 2010

Okręt Rzymu - czyli trochę o sztampie

Na Granicach pokazała się kolejna recenzja - tym razem "Okrętu Rzymu" Johna Stacka, którą można przeczytać w całości  TUTAJ.

Ogólnie rzecz biorąc jest to książka straszna i przerażająca, zasługująca na uwagę tylko i wyłącznie z powodu swojej obrzydliwej .... sztampowatości. Czytając ją przekonałam się, z pewnym niezadowoleniem zresztą, że nie jestem jedyną osobą która przecztała całość rozpiski 'The Movie Cliches'  (no i nauczyła się jej prawie na pamięć) orz regularnie zwiedza stronę o najpopularniejszych motywach filmowych i nie tylko (TV Tropes). Uzbrojona w tą pseudoenyklopedyczną  wiedzę byłam w stanie na podstawie pierwszych trzech stron wydedukować zakończenie. A dzięki znajomości historii byłam nawet w zgadnąć imiona najważnieszych postaci, które pojawiły się w kolejnych rozdziałach, tak że cała powieść była dla mnie jednym wielkim deja vu. Ale jednak dałam tej książce ocenę 3/6, z nie 1 ani 2 jak na początku planowałam. Dlaczego?

niedziela, 24 października 2010

Wojna inaczej

Kiedy otrzymałam do rąk pierwszą w moim życiu książę Leopolda Tyrmanda, "Filipa" byłam lekko zdegustowana opisem na okładce. Kolejne wojenne losy, roboty przymusowe, biedni Polacy i demoniczni Niemcy, wykrzyknienia 'ależ ojczyzna!' i reszta tego, co zwykło się uważać w kręgach nazwijmy to literackich za ideał powieści o II wojnie światowej - bo, jak wiadomo, mają one uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć, a nie po prostu bawić. Co, chcielibyśce żeby było zabawnie? A prześladowania, Gestapo, SS, gazowanie Żydów?! No jak możecie o tym nie myśleć, a fe!
Ale pierwszych kilka stron "Filipa" pokazało mi, że przesadzam w drugą stronę, odrzucając z miejsca powieści obyczajowe umiejscowione w czasie II wojny światowej. Nie żebym była wielką fanką obyczajówek, ale czasem trzeba coś takiego przeczytać choćby dla znalezienia kolejnych argumentów na idiosynkrazję do nich. Tyrmand, bazując na swoich losach, potrafił przedstawić problematykę II wojny światowej w sposób tak naturalny, prosty i wciągający, że połknęłam tę książkę jednym chapnięciem.


środa, 20 października 2010

piątek, 15 października 2010

Studium w Szmaragdzie - ONLINE

W moich poszukiwaniach wszystkiego, co ma związek z Sherlockiem Holmesem znalazłam świetne opowiadanie (z suspensem!) popełnione przez samego wielkiego Neila Gaimana - "Study in Emerald". Jest to wariacja na temat Doyle'owskiego Studium w szkarłacie, zahaczająca (HA, wjeżdżająca z pełną prędkością i bez świateł!) o fantasy. Weteran wojny Afgańskiej po powrocie do wiktoriańskiego Londynu wynajmuje wraz z genialnym detektywem - konsultantem dom na Baker Street. Ich uporządkowana rutyna dnia codziennego zostaje jednak szybko zakłócona, kiedy na progu domu zjawia się inspektor Lestrade domagający się pomocy w rozwikłaniu zagadki brutalnego morderstwa...

A Study in Emerald

Link do opowiadania (w języku angielskim, niestety): TUTAJ

Opowiadnako nie jest długie, ale interesujące. Gaiman jak zwykle bawi się konwencją, odwracając wersję oryginalną o 180 stopni. No i większość pozostawia czytelnikowi do osobistego wydedukowania. Polecam.